Niemiecki Vay, który po cichu testuje flotę zdalnie sterowanych pojazdów elektrycznych w całym Berlinie, planuje w przyszłym roku wprowadzić usługę mobilności w Europie i potencjalnie w Stanach Zjednoczonych.

Za ułamek ceny Ubera klienci będą mogli zamówić zdalnie sterowany samochód, pojechać samodzielnie kierując autem do wybranego miejsca, a następnie wysiąść, pozostawiając go ludzkiemu telekierowcy oddalonemu o wiele kilometrów, który zdalnie zaparkuje pojazd, albo pokieruje nim do kolejnego klienta. Na późniejszym etapie Vay planuje wprowadzić usługę wezwania na przejazd, który będzie całkowicie zdalnie sterowany.

Reklama

„W przyszłym roku - a nie za pięć lat - wprowadzimy na rynek usługi, które mają ogromne zalety w porównaniu z tym, co jest na rynku”, powiedział w wywiadzie dyrektor generalny Thomas von der Ohe, który wcześniej pracował w Amazon.com i startupie Zoox, zajmującym się autonomicznymi pojazdami.

Koncepcja nie jest nowa

Koncepcja może być nowatorska, choć nie jest nowa. Były szef Nissan Motor, Carlos Ghosn, zachwalał to podejście na targach Consumer Electronics 2017, prezentując platformę do zarządzania flotami pojazdów autonomicznych, opracowaną na podstawie technologii National Aeronautics and Space Administration.

Chociaż von der Ohe twierdzi, że nadal wierzy w pełną autonomię, to pracując w Zoox dowiedział się, jak trudne i kosztowne może być opracowanie w pełni samodzielnych samochodów.

Zoox zebrał znaczną sumę kapitału poprzez finansowanie typu venture vapital i w pewnym momencie został wyceniony na 3,2 miliarda dolarów, jednak startup miał problemy z komercjalizacją swojej technologii i podczas pandemii zabrakło mu gotówki. Zgodził się na sprzedaż Amazonowi za 1,3 miliarda dolarów w sierpniu 2020 roku.

Von der Ohe z firmy Vay i jej współzałożyciele - inżynier i projektant samochodów elektrycznych Fabrizio Scelsi i Bogdan Djukic, którzy stworzyli oprogramowanie dla Skype - namówili ludzi z Google, Audi Volkswagen AG i Boring Co. Elona Muska do opracowania sprzętu i oprogramowania niezbędnego dla koncepcji teledrivingu.

Wyszkoleni telekierowcy firmy obsługują stacje wyposażone w kierownicę, pedały i kilka dużych monitorów zapewniających widoczność 360 stopni bez martwych punktów. Dla zwiększenia bezpieczeństwa jazdy, system ma wbudowane zabezpieczenia, zapobiega przekroczeniu prędkości i nakłada na ekrany informacje dotyczące bezpieczeństwa.

Vay twierdzi, że rozwiązał problemy z opóźnieniami i skutecznym zdalnym sterowaniem samochodów w sytuacjach ekstremalnych, wymagających awaryjnego hamowania i manewrów wymijających. Dyrektor generalny firmy przekonuje, że rozpoczęcie działalności od telejazdy umożliwi firmie budowanie marki i gromadzenie cennych danych operacyjnych, dzięki czemu będzie mogła stopniowo wprowadzać autonomiczne funkcje, gdy tylko staną się one dostępne.

Wyzwania na horyzoncie

Jednak startup, który zatrudnia około 70 osób, będzie musiał stawić czoła wyzwaniom, takim jak zdobycie lokalnych regulatorów, zebranie wystarczającego kapitału na sfinansowanie swojej ekspansji oraz uporać się z problemem zarządzania szczytami podaży i popytu bez frustracji klientów.

Vay do tej pory zebrał około 30 milionów dolarów od inwestorów, w tym od prezesa Twittera Patricka Pichette'a i firmy venture capital Atomico i w dłuższej perspektywie jest otwarty na publiczną sprzedaż akcji, powiedział von der Ohe. Zespół Vay rozmawia z głównymi producentami samochodów na temat potencjalnych partnerstw w miarę rozwoju firmy i bada przyszłe zastosowania, takie jak np. kierowanie ciężarówką na odległość, w czasie gdy kierowca w pojeździe odpoczywa.

Wyposażenie samochodów w technologię autonomicznej jazdy może zwiększyć koszty nawet o 100 tys. USD, Vay twierdzi jednak, że jego oprogramowanie i sprzęt kosztuje zaledwie kilka tysięcy euro i można je zainstalować w dowolnym samochodzie na rynku.