Wczoraj nasi zachodni sąsiedzi wybierali swoich przedstawicieli do Bundestagu. Uprawnionych do oddania głosu było nieco ponad 60 mln obywateli. Do zamknięcia tego wydania głosowanie wciąż trwało.
W najnowszych przedwyborczych sondażach prowadzili socjaldemokraci z SPD z 25-26-proc. poparciem. Ale tuż za nimi, mając zaledwie 1-2 pkt proc. mniej byli chadecy z CDU/CSU. Przyszłym kanclerzem zostanie więc albo Olaf Scholz (SPD) albo Armin Laschet (CDU). Trzecią największą partią będą Zieloni (ok. 16-17 proc. poparcia w sondażach). Trudno wyrokować, kto będzie czwartą siłą w parlamencie - radykalnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) i liberałowie z FDP mają podobne poparcie: 11-13 proc. Do Bundestagu dostanie się też zapewne radykalna Lewica z Die Linke, na którą chęć głosowania deklarowało 6 proc. Niemców.
Liczba możliwych koalicji jest duża. Pewne wydaje się to, że niezależnie od wyniku rząd będą współtworzyć Zieloni. Równie pewne jest to, że nie wejdą do niego prawicowi populiści z AfD. Ale co najbardziej istotne, po 16 latach z urzędu kanclerskiego odejdzie Angela Merkel. Obecna kanclerz nie kandyduje i zapowiedziała wycofanie się z polityki. Swój urząd będzie pełnić do zaprzysiężenia nowego kanclerza, co powinno się wydarzyć do końca roku, o ile nie przeciągną się rozmowy koalicyjne. Jeśli Merkel będzie rządzić do 18 grudnia, wyprzedzi Helmuta Kohla i zostanie najdłużej urzędującą kanclerz w powojennej historii Niemiec. Tak czy inaczej era Angeli Merkel właśnie dobiega końca. ©℗ Maciej Miłosz
Reklama